Galantynki

dla całej rodzinki

Polub nas na FB!

Jak Matka-kura była małą dziewczynką, to niespecjalnie przepadała za zimnymi przekąskami. A już na pewno nie lubiła nic, co było w galarecie. Czy to mięsnej, czy warzywnej. Jedyna galaretka jaka wchodziła w grę, to była galaretka owocowa. Jednak tak jak i czas przemija, tak i gusta kulinarne ulegają zmianie. Z czasem, poznając nowe smaki, przekonujemy się do nich, co z kolei prowadzi do poszerzania listy potraw, które należą do grupy ulubionych. Nie ma zatem co się martwić, gdy dzisiaj nasze dziatki na niektóre z potraw reagują popularnym w tym wieku „Błeeee!”. Przyjdzie czas, że sami będą się dziwić, że tak długo zwlekali z jedzeniem tego, co jest takie dobre. Tak jest i z galaretą i różnymi smakołykami w jej „towarzystwie”.

Matka-kura ostatnio gustuje w mięsnych i warzywnych galantynkach. Z „wkładką” mięsną, rybną i/lub warzywną. Ale nie w takich, co to Bandzia-Wandzia niegdyś robiła. Takich ciężkich i burych, na świńskich nogach gotowanych, i tylko gdzieniegdzie przetykanych marchewką lub groszkiem. Lubuje się Matka w galantynkach klarownych, jasnych i lekkich – na wywarze warzywnym i/lub mięsnym czy rybnym – gotowanych.

Przygotowanie samej galaretki nie jest zbyt skomplikowane. To jak gotowanie wywaru warzywnego, tudzież rosołku na mięsie. A więc, na trzy litry rosołu, potrzebujemy:

  • 3-4 marchewki,

  • 2-3 pietruszki,

  • ¼ selera,

  • ¼ pora lub 1 cebulę,

  • około ½ kilograma dowolnego mięsa lub ryby,

  • (jeżeli przygotowujemy wywar mięsno-warzywny lub rybny),

  • 3 listki laurowe,

  • 5-6 ziarnek ziela angielskiego,

  • 5-6 ziarnek pieprzu czarnego,

  • sól.

Do garnka wlewamy około trzech i pół litra wody. Wodę solimy i dodajemy przyprawy: ziele angielskie, listki laurowe, pieprz czarny. Gdy stawiamy na wywar mięsno-warzywny lub rybno-warzywny dodajemy również dokładnie umyte mięso lub rybkę. Gotujemy. Gdy mięso lub ryba jest składnikiem wywaru, gotujemy na wolnym ogniu. W przypadku, gdy przygotowujemy wywar warzywny wodę po prostu zagotowujemy pod przykryciem. Będzie szybciej. Podczas, gdy wywar/woda się gotuje warzywa myjemy, obieramy i przekrawamy na mniejsze części, tak tylko jednak by się nam zmieściły w garnku. Dopiero gdy wywar/woda się zagotuje wówczas dodajemy warzywa.

Ważne jest, aby wywar nie gotował się, a pyrkotał, czyli tylko tak z lekka bulgotał, i to przez minimum dwie godziny. Trzeba też pamiętać, że w momencie, gdy pojawią się „szumowiny” (brązowawa piana powstała ze ściętego białka) należy je zebrać i wyrzucić. Niestety, mimo tego że zbierzemy powstałą na wierzchu pianę, część „szumowin” może pozostać w wywarze psując jego klarowność. A do pięknych galantynek potrzebujemy wywaru klarownego, czyli przezroczystego i jasnego. Nieklarowny wywar może popsuć efekt gotowej galantynki. Dlatego, nim przystąpimy do dalszej części przygotowań należy wywar sklarować.

Aby sklarować wywar należy go najpierw schłodzić.

Klarowanie galarety

Na sklarowanie jednego litra wywaru warzywnego lub mięsnego potrzebujemy:

  • 2 łyżki octu,

  • 2 białka.

Do schłodzonego wywaru, pozbawionego warzyw i/lub mięsa (które pozostawiamy jako „wkładkę” do galantynki), wlewamy dwie łyżki octu oraz roztrzepane białka. Wiedzieć należy, że białka roztrzepujemy tak, aby powstała piana, ale nie do tego stopnia, by powstała sztywna piana jak do ciasta. Musi być nieco mniej „sztywna”. Nie może to jednak być białko płynne, ponieważ nie spełni swojej roli. A rola białka jest taka, że „wsysa” w swoją strukturę, podczas „ścinania się”, wszystkie „nieczystości” z rosołu.

Wywar z octem i białkiem podgrzewamy na wolnym ogniu, mieszając aż do zagotowania, ale nie łyżką, lecz trzepaczką. Nie trzepiemy białka w rosole jednak intensywnie, lecz delikatnie. Chodzi o to, aby białko mogło jak najgłębiej „zajrzeć” w otchłanie wywaru.

Proszę nie zrażać się tym, że w trakcie podgrzewania wywar zrobi się mleczno-biały. Zjawisko może na pierwszy rzut oka wyglądać, jak to się w chemii fachowo określa – jak dyfuzja. Jest to jednak tylko wrażenie. Po zagotowaniu nastąpi proces sedymentacji i białko elegancko oddzieli się od wywaru, na powierzchni utworzy się biało-bura, gęsta piana.

Pianę Matka-kura najpierw zbiera cedzakiem, a następnie przecedza wywar przez gazę. W ten sposób otrzymuje idealnie klarowny wywar.

Sam wywar nie nadaje się jednak do zalania galantynek, bo jest za rzadki. Potrzebujemy go zagęścić. A najprostszym sposobem jest zagęszczanie przez dodanie żelatyny.

Gdy klarowny wywar jest gotowy ponownie go podgrzewami i dopiero teraz rozpuszczamy w nim żelatynę. Na litr wywaru potrzebujemy około dziesięciu łyżeczek żelatyny. Ale można dodać więcej. Wszystko zależy od tego, jaką żelatynę kupimy. Zazwyczaj proporcje podane są na opakowaniu i tego należy się trzymać.

Można też zastosować przepis na przygotowanie galarety na nóżkach. Ale to tylko wówczas, gdy nastawiamy się na galantynkę z wkładką mięsno-warzywną.

Nim zalejemy galantynki, to oczywiście musimy pokroić warzywa, mięso lub rybkę – w kosteczkę lub plasterki i układa je w salaterkach, kubeczkach lub foremkach. Tutaj Matka zawsze puszcza wodze fantazji. Zwłaszcza gdy się nie śpieszy, to wydziwia i układa takie wzorki, że gotowe wyglądają jak w systemie 3D.

Smacznego!

© 2023 by The Beauty Room. Proudly created with Wix.com

  • Facebook Social Icon
  • Twitter Social Icon
  • Google+ Social Icon
  • YouTube Social  Icon
  • Pinterest Social Icon
  • Instagram Social Icon
This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now