Polub nas na FB!

Ostatnio dodane posty

Historia pewnej przyjaźni

- Mamo, coś mi chodzi po głowie? – rzek Cipciak-mały przy kolacji.

- A co Ci takiego po głowie chodzi moja malutka? – Matka-kura na to – Opowiesz nam?

- Mamo, ale to nie jest do opowiedzenia?

- Czyli jakaś tajemnica?

- Oj mamo, z Tobą ja z dzieckiem! Swędzi mnie głowa! Może wszy mam! A jak wszy mam, to chyba logiczne, że chodzą mi po głowie!

- Wszy? Skąd wszy? – szczerze zdziwiona Matka-kura wyłupiła oczy na swe dziecko. Nawet logika dziecka tym razem nie ubawiła jej tak jak zwykle, bo przecież chodziło o wszy! Takie malutkie coś, co to między włosami na całej małej łepetynce znajduje się, ale tak sprytnie, że nawet ciężko to wypatrzeć.

- Z kątowni! – nie wytrzymał Cipciak-mały i użył słów, które Matka-kura sama używa dość często, mając nadzieję, że przemówi jej do rozumu i wybudzi z odrętwienia umysłowego – Toż chyba wiesz, skąd się biorą wszy! Dorosła jesteś!

Tak, tak. Bo nie był to pierwszy raz, gdy Cipciak-mały został zarażony wszawicą. Stąd i świadomość Cipciaka w aspekcie inwazji wszy tak wysoce rozwinięta. Wiedział już, z autopsji, że natarczywy świąd głowy oznacza obecność małych pasożytów wpijających się w skórę jej pięknej łepetynki.

- No jestem, jestem – odpowiedziała Matka-kura powracając do świata realnego i starając się nie udusić ze śmiechu, ataku którego doświadczyła raptem i bez ostrzeżenia. Cipciak-mały z politowaniem tylko popatrzył na swą rodzicielkę, wstał i wyszedł do łazienki. Wrócił z grzebieniem – roztropne dziecko – i wręczając go Matce-kurze powiedział:

- Może byś się opanowała i sprawdziła mi głowę?!

Chciał nie chciał mus się być opanować, bo i właściwie Matce-kurze wcale do śmiechu nie było – mimo tego, że uśmiała się setnie. Ale teksty Cipciaka i jego postawa zawsze tak na nią działają. No, ale wróćmy do głównych bohaterów tejże historii.

WESZ LUDZKA GŁOWOWA Pediculus humanus captis.

rozmiar: 2-3 mm

długość życia: ok. 32 dni

pokarm: krew ludzka

zdolność do poruszenia się: bardzo sprawna i szybka we wspinaniu się po włosach, bezradna na gładkiej powierzchni

czas przetrwania bez ludzkiej krwi: średnio 36 godzin

ilość składanych jaj około: 150 – 200 jaj

posiada zdolność do mimikry – dostosowuje się wyglądem do otoczenia

wydziela specjalny wodoodporny klej, którym przymocowuje gnidy do włosów

zakażenie: bezpośredni kontakt głowy z głową

Poznajcie naszego Euzebiusza.

No, bo nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Jeżeli wszy można nazwać dobrem. Ale skoro są już wszy, to warto je wykorzystać – chociażby w celach naukowo-badawczych. Bo nie ma to, jak nauka przez obserwację. A że mikroskop Matka i Cipciaki mają na stanie, to natychmiast należało go wykorzystać. W ten też sposób Cipciaki zaznajomiły się bliżej z jednym z mieszkańców głowy Amelii. Dostał nawet swoje imię. No i dostał swoje miejsce w rodzinnym albumie – w kategorii NIEPROSZENI GOŚCIE.

Ale wiecie co? Co Matkę uderzyło i to po raz drugi?! To to, że:

mamy XXI wiek, dostęp do środków czystości jest nieograniczony,

świadomość społeczeństwa jest dość wysoka, istnieją środki za pośrednictwem których przekazywana jest stosowna wiedza,

a jednak WSZAWICA JEST PROBLEMEM I TO WCALE NIE MAŁYM!

Wiecie jak się Matka poczuła, gdy po raz pierwszy jej Cipciak miał wszy? Jak patologia jakaś! Jak brudas! Jakby dostała w twarz nie wiedząc nawet od kogo! Tym razem już nie było tak źle, bo wie Matka, że jej higiena może być zupełnie bezradna, gdy inni zapominają o jej stosowaniu. Ale nerw odpowiedni został trącony, mimo zabawnego dialogu z Cipciakiem, i już zaczynał dawać znać o sobie.

„Cholera jasna! Psia krew!” – tak se Matka przeklęła w duchu – „Znowu to samo!”. Więc zaraz zabrała się do walki wręcz, potem zastosowała broń biologiczną masowego rażenia, potem do kolejnego uświadamiania pociech swoich, że chodzenie z rozpuszczonymi włosami w szkole, to błąd, bo szkoła to najczęstsze środowisko w którym można złapać wszy, a na końcu do obdzwaniania wszelkich znajomych z klas dziewcząt z informacją, że INWAZJA ROZPOCZĘTA, i że należy siły połączyć w celu unicestwienia przeciwnika!

Nie ważne że była to godzina po dwudziestej drugiej! Bo i cóż byłoby z kampanii zbrojnej Matki, jakby po powrocie do szkoły wróg mógłby ponownie zaatakować?! Zresztą nie wie Matka jak będzie, bo nie wiem co na to inni rodzice. W każdym razie, Matka najbliższe dwa tygodnie spędza w gąszczu włosów Cipciaków goniąc za ewentualną partyzantką.

Ale co najdziwniejsze, to to, że wszelkie insekty i pasożyty atakują wyłącznie Cipciaka-małego. Nikt z domowników nie stanowi dla wszy czy robali tak atrakcyjnego środowiska. Cipciak-mały podsumował to następująco:

- To dlatego, że ja bardzo lubię zwierzątka! Wszystkie! I bezwzględnie! One też muszą żyć. A żeby żyć muszą mieć gdzie i co jeść. Przecież też mają swoje rodziny! Dzieci, małżonków, rodziców! Musisz mamo mieć zrozumienie!

Boże drogi! Ale dlaczego akurat dla insektów?